Previous Entry Share Next Entry
ferard "crazy little thing called love" prolog
storkfrommars
Szedłem spokojnym krokiem w kierunku drzwi mojego domu. Za mną podążał Ash, mój... bliski przyjaciel, jeśli tak można to określić. Warto też dodać, że był ode mnie półtora roku młodszy. Prawda była taka, że on był gejem, zakochał się we mnie. A ja... Cóż, sam nie byłem pewien, kim jestem. Wprawdzie ubierałem się trochę jak gej, malowałem oczy... Ale czy to od razu wskazywało moją orientację? Nadal podobały mi się dziewczyny, chociaż chłopcy także... Byłem biseksualny, ale w większym stopniu pociągała mnie płeć męska. W każdym razie Ash mnie zaspokajał, poza szkołą spotykaliśmy się głównie dla seksu. I wszyscy byli szczęśliwi. On, że się do mnie zbliżył, a ja, że nie musiałem się o nic prosić. Po prostu on przychodził na każde moje zawołanie, czyli kiedy tylko byłem napalony. Jak taki wierny pies normalnie... Niedawno skończyłem 22 lata. Nadal mieszkałem z rodzicami, nie miałem po co się wyprowadzać, bo uczelnia była 15 minut drogi stąd. Z Ashem spotykaliśmy się od dosyć dawna, to jest pół roku. Średnio dwa razy w tygodniu, a moi rodzice nic o tym nie wiedzieli. On wiedział, że poza seksem z mojej strony nie może na nic wiecej liczyć. Nie kochałem go. Może to trochę okrutne, może się nim bawiłem. Ale on sam tego chciał. Ja chyba nie potrafiłem kochać. Ale za to potrafiłem nienawidzić. I to jak mocno...
Stanąłem przed drzwiami i wyjąłem klucz. Włożyłem go do zamka i otworzyłem drzwi, wpuszczajac chłopaka do środka. W domu było pusto, co znaczyło ze Donna jeszcze nie wróciła. Ojciec rzadko bywał w domu, więc bardziej musiałem uważać na matkę. Ash od razu po zdjęciu butów poszedł na górę, do mojego pokoju. Zastałem go tam, jak wygodnie siedział na łóżku, oglądając moje plakaty na ścianie.
- Napijesz się czegoś? - spytałem. Sam trzymałem w ręku szklankę pepsi.
- Nie, dzięki... - mruknął, zerkajac na mnie prowokujacym wzrokiem.
Wypiłem parę łyków napoju i odstawiłem naczynie na biurko. Podszedłem do chłopaka, posyłając mu zalotny uśmiech. Wdrapałem się na jego kolana, w rezultacie siadając na nim okrakiem.
- To rozumiem, że możemy już przejść do rzeczy, prawda~? - wymruczałem, patrząc mu prosto w oczy. Jego ciemnozielone, szmaragdowe spojrzenie wyrażało pożądanie i... I uczucie, którego nigdy nie zaznałem - miłość. Taką prawdziwą, nie braterską, nie taką, jaką matka czuje do syna. Była to miłość wyjątkowa, taka, którą obdarza się tę jedyną osobę. Ale ja "tym jedynym" dla niego nie byłem. Może ze strony Stymesta tak, ale nie z mojej. Przykro.
Młodszy złapał mnie za koszulkę i przyciągnął bliżej. Od razu wpiłem się w jego usta, nie czekając na zaproszenie. Ale jemu to nic a nic nie przeszkadzało. Kiedy się całowaliśmy, zacząłem rozpinać guziki jego niebieskiej koszuli w kratkę. Ash wsunął palce w moje włosy, nie przerywał pocałunku. Moja dłoń powędrowała na jego klatkę piersiową, co sprawiło, że oddech chłopaka przyspieszył. Niestety nie nacieszyłem się tym momentem zbyt długo.
- Gerard, co ty kurwa wyprawiasz?! - usłyszałem głos mojej matki i gwałtownie odsunąłęm się od Asha. I tak było już za późno, widziała to.
Tylko jakim cudem Donna sie tu dostała? Przecież... Cholera, nie zamknąłem drzwi na klucz. Normalnie by się nie dowiedziała, nie domyśliła by się. Ale przez moją głupotę teraz wszystko sie zawali.
- A na co ci to wyglada? - spytałem złośliwym tonem. Nie zamierzałem dłużej już ukrywać tego, jaki jestem. Nienawidziłem jej i ojca. Koszmar mojego życia.
- Gerard! Czy tobie się kurwa w dupie poprzewracało?! - krzyknęła. - A ty? Wynocha mi z mojego domu!! Ja tu sobie pedałów nie życzę! - spojrzała na przerażonego Asha. Zszedłem z niego i ująłem czule jego dłoń, a przynajmniej starałem się by to wyglądało tak, jakbym z nim był. A moim celem było jeszcze większe wkurwienie matki.
- Chodź, kocie... Widzę, ze ktoś tu nas nie akceptuje... - puściłem mu oko, na znak by się nie bał. Kontrolowałem jak na razie sytuację, wiedziałem co robić. Przyciągnąłem go do siebie i jakby nigdy nic objąłem w talii. Wyprowadziłem chłopaka z pokoju, ignorując Donnę.
- Wszystko będzie dobrze - szepnąłem mu do ucha, kiedy już stał ubrany przy drzwiach. Zerknąłem za siebie, by sprawdzić gdzie była kobieta. Stała w górze schodów i uważnie nas obserwowała.
Usmiehnąłem się łobuzersko do Asha i pocałowałem go na pożegnanie. Chwilę potem zamknąłem za nim drzwi z uśmiechem pod tytułem "poradzę sobie".
- Dosyć tego! Wytłumaczysz mi o co tu kurwa chodzi? - matka nie była zadowolona z tego, co właśnie zrobiłem.
- Spokojnie, mamo, nie kocham go - powiedziałem, na maksa opanowany. Na mojej twarzy wymalował się tajemniczy uśmieszek.
- To co to miało do jasnej cholery znaczyć?! - podeszła do mnie.
- Ano, nic specjalnego, on tu przychodzi czasami żeby się pieprzyć. Tyle. - wzruszyłem ramionami.
- O nie... O nie, kochany... Ja pedała w domu nie będę tolerować. W dodatku mojego syna! I to jeszcze nie dość że pedał, to jeszcze męska dziwka! - teraz to była nieźle wkurwiona. Nigdy jeszcze nie widziałem jej w takim stanie.
- Masz zakaz spotykania się z nim, rozumiesz?!
Zaśmiałem się.
- Spotykania? Coś tu ci się chyba pomyliło... Jakbyś nie zauważyła, mam już 22 lata. Nie masz prawa mi mówić co mam robić.
Spoliczkowała mnie z całej siły. Tego się nie spodziewałem. Poczułem palący ból, który rozszedł się po całym moim prawym policzku.
- Wynocha!! Wynocha, idź sobie do tego swojego kochasia, skoro masz czelność tak się do mnie odzywać!! W moim domu już nie będzie żadnych pedałów! Nigdy wiecej! Idź sobie zarabiać na ulicy, ja już nie mam syna!
Założyłem buty i bluzę. Chwyciłem czarną torbę, leżąca tuż przy drzwiach.
- Dobrze, pójdę sobie znaleźć jakąś ładną latarnię i wierz mi, w tydzień będę bogatszy od ciebie. - pomachałem jej z bezczelnym uśmiechem na twarzy i wyszedłem z domu, trzaskajac drzwiami.
Tags:

?

Log in

No account? Create an account