Previous Entry Share Next Entry
Rozdział 9 "time is running out"
storkfrommars
Tomo
______

 Ktoś ma niezłe wyczucie czasu. A tym ktosiem była Vicki. Ta, tylko jej mi tu brakowało. Westchnalem i odebrałem. 
- Heeej. Już myślałam, ze nie odbierzesz. - była jak zawsze wesoła. 
- No to źle myslalas. - odpowiedziałem nieco gburowatym tonem. 
- Eeej, co sie stało? Przeszkadzam?
Spojrzałem na Shannona, który leżał obok mnie na boku. Uśmiechnął sie. 
- Akurat cwiczylem... - to była najlepsza wymowka. Vicki dobrze wiedziała ze nienawidzę, kiedy przerywa mi sie ćwiczenia na gitarze. 
- Oj, no to przepraszam, miśku. Ale zabiore ci jeszcze trochę czasu. 
- Słucham. Tylko szybko. 
- A nooo, tak sie składa, ze mam dla ciebie dobra wiadomość. 
Ale czy na pewno była dla mnie dobra?
- Przyjezdam za dwa dni. Pozalatwialam wszystko i jestem wolna. - była szczęśliwa. 
W przeciwieństwie do mnie. Mi sie to nie usmiechalo, bo wiedziałem, ze Shan będzie cierpieć. Z drugiej strony, chciałem sie z nią w końcu zobaczyć. 
- No to super. - starałem sie powiedzieć to w miarę uradowanym głosem. Nie wyszło, ale mogłem zrzucić winę na rzekomo przerwana praktykę. 
- To co, widzimy sie za dwa dni! - pożegnała sie ze mną. 
Nic nie odpowiedziałem, tylko sie rozlaczylem. Głośno westchnalem. Straciłem ochotę na cokolwiek. Nie chciałem, by Shan cierpiał. Mężczyzna przewrócił sie na plecy i spojrzał mi w oczy
- Kiedy przyjeżdża? - spytał. 
- Dwa dni. 
Nie odpowiedział. Usiadł i zbliżył sie do mnie. Odwróciłem głowę, gdy chciał mnie pocałować. 
- Wybacz, ale już nie mam na to ochoty - powiedziałem ponuro. 
- Daj spokój... - znów usiadł mi za plecami.
Położył dłonie na moich ramionach i zaczął delikatnie masować okolice karku. 
- Przecież to aż dwa dni... - wymruczal. 
Teraz masaż był mocniejszy. 
- Nie będziesz z nią cały czas... - to akurat mnie nie przekonało. 
Znając V, nie będzie mnie odstepywac na krok. Niestety. Dzięki masazowi rozluznilem sie trochę.
- Swoją drogą, gdzie ty się tak nauczyłeś masażu, co? - mruknąłem. 
- Huh, Lisa pokazała mi to i owo po paru koncertach... - odpowiedział. 
Lubiłem jego masażystkę, Lisę. Fajna kobietka z niej. Może to "to i owo" z ust Shannona zabrzmiało trochę podejrzanie, ale ja nie byłem ani trochę zazdrosny. Z jednego, prostego względu - Lisa miała męża, a była wierną żoną, więc nie śmiałaby go zdradzać. Proste. 
 Miękko opadłem na klatkę piersiowa Shanimala. Ten sie znów położył, pozwalając mi sie w siebie wtulic. Przymknąłem oczy. 
- Wiesz, ze już nie będzie tak łatwo... - wyszeptałem. 
- Wiem. Ale jakoś sobie poradzimy. - odpowiedział. 
Spodziewałem sie pytania w stylu "Czemu jej nie zostawisz?" czy coś. Ale nic takiego nie padło. Shan nie chciał włazić w moje życie, wiec nic nie mówił na temat dziewczyny. Ale ja dobrze wiedziałem, że jej nie cierpi. Sam sposób w jaki na nią patrzył wszystko wyjaśniał. Zaciagnalem sie jego zapachem, zamknąłem oczy. Nie chciałem, zeby ta chwila sie kończyła. Nie. Ale za 48 godzin wszystko będzie inne. Trudne. Mimo to, nie chciałem rezygnować z żadnego związku. Nie wiem czemu. Kochalem obydwie osoby, lecz w inny sposób. Bo przecież nie można taka sama miłością darzyc i kobiety, i mężczyzny. Zapadła cisza. Słyszałem tylko miarowy oddech i bicie serca Shannona. Nagle drzwi otworzyły sie z trzaskiem.

Jared
________

 W kawiarni było cicho. Raz po raz słychać było odgłosy stawiania kubka na blacie, generalnej krzątaniny przy ladzie. Piłem swoją kawę powoli, małymi lykami, czekając, aż będzie sie nadawała, by ja normalnie wypić. W międzyczasie wszedłem na twittera. Napisałem pare rzeczy, nie zdradzając jednak miejsca, w którym sie znajduje. Nie chciałem, zeby zleciało sie tu stadko Echelonu. Niby miłe, ale nie dzisiaj. Nie tym razem. Zanurzylem sie w myślach. Mieliśmy dzisiaj wolny dzień, teoretycznie powinnismy być w drodze do Paryża. Teoretycznie, bo z reszta ekipy uznaliśmy, ze lepiej zwiedzić dzisiaj kawałek Anglii, a do Francji wyjechać w nocy, bądź z samego rana. I tak lecielismy samolotem, wiec nie miało to większego znaczenia. Tak czy siak, czekało nas pare dni, dzień w dzień koncert. Jutro, pojutrze wolne i następne trzy dni z koncertami. A basisty tak jakby potrzebujemy od zaraz, wiec... Te dni wolne w Paryżu wykorzystalibysmy na casting. Ewentualnie następny rano, przed koncertem. I to dobra myśl.
 Kawa zdążyła przestygnac, wiec piłem ja już szybciej. Druga ręką pisałem tweety. Bez zgody Shannona i Tomo oglosilem na twitterze przesłuchania na nowego członka zespołu. Musza sie zgodzić. Nie było innego wyjścia. Odlozylem Blackberry, bo własnie wtedy zostałem zasypany wiadomościami. Wsadzilem je do kieszeni, wstałem i podszedłem do kasy. Zapłaciłem za napój i miałem już kierować sie w stronę drzwi. 
- A co ty taki markotny jesteś? - spytała rudowlosa. Ta sama, która podała mi kawę. 
- Ah... Zły dzień. - na mojej twarzy pojawił sie fałszywy uśmiech. 
- Na pewno? - spytała, unoszac brwi. - No dobra, nie będę cię męczyć. Masz, na pocieszenie. - dodała po chwili i wreczyla mi ciastko, zapakowane w folie z kokardka. 
- Um, dzięki - wziąłem prezent 
- Na koszt firmy. - usmiechnela sie promiennie, zanim jeszcze siegnalem po kasę. 
I tak wyjalem z kieszeni portfel, dałem jej 20 dolarów. 
- Napiwek. - puscilem oko dziewczynie i wyszedłem. 
Tylko ciastko, a sprawiło, ze prawdziwie, szczerze sie uśmiechnąłem. Miły gest.
 Wróciłem do hotelu z bananem na twarzy. Nie wiem co mi odbiło, ale jakoś tak... Czułem się geniuszem. No i dosyć mocno podniecala mnie wizja zbliżającego się castingu. Byłem podekscytowany poszukiwaniami nowego basisty jak jeszcze nigdy dotąd. Dziwne. Odnalazłem główne wejście do budynku po uprzednim obejsciu go dookoła. Wszedłem i skierowalem się na trzecie piętro, do naszych pokoi. Minalem pierwsze drzwi - mój pokój, drugie, czyli te gdzie mieszkał Shannon i bez pukania otworzyłem trzecie. Co prawda na klamce wisiała kartka "nie przeszkadzać", ale co tam. Widok mnie nie zaskoczył - Tomo leżał wtulony w mojego brata. Żaden z nich nie był na mnie jakoś wkurzony. Po prostu trochę ich to zdziwiło, w końcu niecodziennie młodszy brat wparowuje ci do pokoju z uśmiechem debila na twarzy kiedy lezysz ze swoim chłopakiem. No, może w naszym przypadku zdarzało się to dosyć często. Zamknalem drzwi i wskoczylem na łóżko, tuż obok Shannona i Milicevica. Starszy podniósł się na lokciach, młodszy usiadł. 
- Wszystko okej? - spytał Shan, unoszac jedna brew. 
- Mam pomysł! - nie przestawalem się uśmiechać. - Robimy casting! Jutro i pojutrze, ewentualnie jeszcze następny dzień. - oznajmilem. 
- Ale... Jaki casting? - spytał gitarzysta. 
- No, na basistę. Już wszyscy wiedza, informacja poszła na twittera. - wyszczerzylem zeby. 
Brat spojrzał na mnie z niedowierzaniem. 
- Pojebalo cię? Znaczy, okej, przyda się nam ktoś ale mogłeś chociaż powiedzieć, ze zamierzasz to zrobić... 
- No wybacz, ale musiałem. Poza tym potrzebujemy go jak najszybciej, przecież nie możemy grać bez basu, to niefajnie brzmi. - skrzywil się. 
- No spoko, ja się mogę dostosować, chociaż nie wiem jak z Vicki. - dlugowlosy westchnal. 
- Oj tam, Vicki. Daj spokój - przewrocilem oczami. - To rozumiem, ze pasuje?
- Nie mamy wyjścia - Shan zasmial się i rozczochral mi włosy. 
Ucieszylo mnie to. To znaczy, byłem pewny, ze się zgodzą, ale po prostu nie wiem czemu miałem z tego niesamowita radochę.
 Zerwalem się z łóżka i wybieglem do swojego pokoju, nie zamykając za sobą drzwi. Usłyszałem jeszcze krzyk brata "drzwi, debilu!!", ale nie wróciłem się. Padlem na łóżko i wyciagnalem Blackberry. Zająłem się twitterem. Napisałem trochę wiecej informacji o castingu. Po jakiejś połowie godziny ogarnelo mnie zmęczenie, oczy zaczęły mi się kleić i już same się zamykały. Poszedłem więc do łazienki, by wziąć gorący, relaksujący prysznic. Kąpałem się chyba przez dwie godziny, tak mi się przynajmniej wydawało. Pierwszą godzinę się myłem, a drugą spędziłem siedząc w brodziku. Gorące krople wody spływały mi po twarzy, sprawiając, że całkowicie się odprężyłem. Do szczęścia brakowało mi tylko teraz Matta, który czekałby na mnie w łóżku, pocałowałby, przytulił... Cholera, znów o nim myślałem. Podniosłem się i uderzyłem pięścią w kafelki na ścianie. To bolało. Tak cholernie bolało, nieodwracalnie raniło moje serce. Nigdy już nie będzie tak, jak było z nim. Nigdy. Z nikim tak ne będzie. A ja to wszystko spieprzyłem. Po prostu świetnie. Byłem skończonym idiotą, myślałem, że życie może być bajką. Tak, książę na jednorożcu? Zapomnij. Nigdy czegoś takiego nie było i nie będzie. Faceci to skurwiele. Ja też. Mimo to, nadal mnie bardziej pociągali niż kobiety. Nie byłem gejem, byłem bi. Ale jednak... No, większym zainteresowaniem darzyłem własnie mężczyzn. Tylko czemu? Za to ich skurwysyństwo? Może. Sam nie wiem. Odgarnąłem mokre włosy z twarzy i zakręciłem wodę. Owinąłem się ręcznikiem i dobrze wytarłem całe ciało. Wsunąłem jedynie bokserki na tyłek i wróciłem do pokoju. Wdrapałem się na łóżko i okryłem się kołdrą po same uszy. Ułożyłem się wygodnie i momentalnie zasnąłem, kiedy tylko zamknąłem oczy. 

Tomo
____________

 Byłem kompletnie zbity z tropu, kiedy Jay zaczął gadać coś o castingu, przesłuchaniu, czy co to tam było. Nie miałem zielonego pojęcia, o co mu chodziło. Chyba to wszystko dlatego, że potrzebujemy basisty. W sumie już teraz, od zaraz. Nie wypowiadałem się za bardzo na ten temat, bo to raczej bracia Leto tu wszystkim zarządzali. A poza tym byłem najmłodszy, więc moje zdanie za bardzo się nie liczyło. Może i według nich się liczyło, ale nie według mnie. No, na razie nie czułem potrzeby bycia super ważnym. Mi wystarczyło, że mogę grać. Że mogę grać z nimi. Że tu w ogóle jestem. Że traktują mnie jak brata... Że Shan mnie kocha. Nie potrzebowałem podejmować decyzji. Nawet tego nie lubiłem. Ja się mogę dostosować, chyba że mi się pomysł nie podoba. Ale ten akurat mi się podobał, a i tak nie miałem wyboru, bo musieliśmy mieć kogoś nowego na miejsce Matta.
 Jared wybiegł, nie zamykając za sobą drzwi. Starszy jeszcze do niego krzyknął, ale w odpowiedzi usłyszeliśmy jedynie trzask drzwi od pokoju wokalisty. Westchnąłem i poszedłem je zamknąć. Oparłem się o nie plecami. Teraz do mnie dotarło, że tym razem to ja będę kogoś przesłuchiwał, będę pomagać podjąć właściwą decyzję braciom Leto. A pamiętam jak jeszcze to ja podszedłem do Jay'a i powiedziałem mu, by mnie przyjęli. I tak też zrobili, jednak bez mojego występu na przesłuchaniu się nie obyło. Ale i tak okazałem się najlepszy. Podniosłem wzrok na Shannona. Leżał na łóżku, przyglądając mi się z lekkim uśmiechem. Kącik moich ust zadrgał, chyba się też uśmiechnąłem. Nie wiem, nic do mnie nie docierało. Nie wiedziałem co się dzieje. 
- Pewnie fajne uczucie, niedawno to my ciebie wybieraliśmy do zespołu, a teraz to ty będziesz nam pomagać kogoś wybrać. - puścił mi oko. 
Czy on mi czytał w myślach?! W sumie... Dosyć dobrze mnie znał. Nawet bardzo dobrze. 
- Nadal w to nie wierzę... - powiedziałem słabym głosem, prawie szeptem. 
 Shan podszedł do szafy i wyciągnął z niej moją pidżamę. Sam zdjął spodnie i koszulkę, obydwie te rzeczy wylądowały na podłodze, zaraz obok łóżka. 
- Chodź, powinieneś się przespać... - zaprosił mnie ruchem dłoni i rzucił mi ciuchy. 
Przespać? To było już tak późno?! Nawet nie wiedziałem kiedy minął ten cały dzień. Cały dzień spędziłem z nim. Czas zdecydowanie za szybko płynie, gdy jesteśmy razem. Szczególnie, że już niedługo zostaniemy rozdzieleni...
Nic nie odpowiedziałem, przebrałem się, składając ubranie do walizki. Ja zawsze miałem porządek, nie to co Shan. Wiedziałem gdzie są wszystkie moje rzeczy, a on zwykle panikowal, kiedy czegoś potrzebował znaleźć w krótkim czasie. Dlatego też czasami, chociaż rzadko, sprzątałem po nim. Niezła ze mnie gosposia, nie ma co! Położyłem się tuż obok niego, wtulając głowę w jego umięśnioną klatkę piersiową. Delikatnie przejechałem palcami wzdłuż jego torsu. 
- Nie będziesz mnie dzisiaj męczył? - wyszeptałem, patrząc w jego orzechowe oczy o, jak zawsze, uwodzicielskim wyrazie. 
- Nie. Dam ci się tym razem wyspać. Za dużo jak na dziś emocji, kocie. - wymruczał, gasząc światło, które wydobywało się z lampki na szafce tuż obok łóżka. - Dobranoc... - wyszeptal, głaszcząc mój policzek. 
Myślałem, że nie zdołam zasnąć, jednak już kilka sekund po zamknięciu powiek odpłynąłem do krainy sennych marzeń. 

?

Log in

No account? Create an account